W dużym mieście najemca jest kategorią statystyczną i zawsze się znajdzie. W mniejszym trzeba go wskazać z nazwiska, zanim kupi się mieszkanie.
Warto sprawdzić, co jest realnym źródłem popytu na najem w danym miejscu: duży zakład pracy albo strefa ekonomiczna, szpital i personel medyczny, filia uczelni lub szkoły policealne, sąd i urzędy, firmy budowlane sprowadzające ekipy na kontrakty. Do tego dochodzi popyt, o którym mało kto myśli, a który jest stały - rodziny w trakcie budowy domu, osoby po rozwodzie, ludzie remontujący własne mieszkanie.
Ten jeden krok decyduje o wszystkim dalej. Najemca pracujący w zakładzie na obrzeżach chce być blisko niego i mieć gdzie zaparkować. Personel szpitala szuka dojścia pieszo. Rodzina na kilka miesięcy patrzy na umeblowanie i na to, czy da się podpisać krótszą umowę. To trzy różne mieszkania w trzech różnych częściach miasta.
W mieście z rozbudowanym transportem publicznym dojazd wyrównuje różnice między dzielnicami. Tam, gdzie tego transportu praktycznie nie ma, wszystko mierzy się odległością pieszo albo samochodem - i różnica dwóch kilometrów potrafi zmienić grupę najemców całkowicie.
Praktycznie oznacza to sprawdzenie kilku rzeczy na miejscu, nie z mapy: gdzie się parkuje wieczorem, a nie w środku dnia; czy do sklepu i przystanku idzie się pieszo; jak wygląda droga do budynku po zmroku; co stoi po sąsiedzku i czy w okolicy jest coś, co generuje hałas w nocy. Ogłoszenie nie pokaże żadnej z tych rzeczy, a najemca oceni je w pierwsze piętnaście minut.
Cena mieszkania to jedna liczba. Koszt jego utrzymania to strumień, który idzie przez cały okres inwestycji i to on najczęściej psuje kalkulację.
Trzy rzeczy do sprawdzenia w każdym przypadku:
Kamienica z niskim czynszem i piecami może wyjść drożej niż wielka płyta po ociepleniu z wyższą zaliczką. Liczy się suma, nie pojedyncza pozycja.
To najmniej efektowna część procesu i jednocześnie ta, w której traci się najwięcej.
Warto obejrzeć księgę wieczystą w całości, łącznie z działem trzecim i czwartym, gdzie widać obciążenia, hipoteki i służebności. Sprawdzić, czy lokal jest odrębną własnością, czy spółdzielczym własnościowym prawem - i czy w tym drugim przypadku w ogóle prowadzona jest dla niego księga. Poprosić spółdzielnię lub wspólnotę o zaświadczenie o braku zaległości, bo dług czynszowy potrafi iść za lokalem. Zapytać o uchwały podjęte i planowane, zwłaszcza o remonty. Ustalić, czy ktoś jest w mieszkaniu zameldowany i czy ktoś w nim mieszka.
Żadna z tych rzeczy nie wymaga specjalisty. Wymaga tylko tego, żeby zrobić je przed podpisaniem, a nie po.
Najemca, który zostaje trzy lata, jest wart więcej niż taki, który płaci trochę więcej i wyprowadza się po sześciu miesiącach. Przy każdej zmianie dochodzi przerwa w płatnościach, odświeżenie mieszkania, zużyte drobiazgi, czas na ogłoszenia i rozmowy.
W mniejszym mieście ma to dodatkowe znaczenie, bo grupa potencjalnych najemców jest po prostu mniejsza i znalezienie kolejnego trwa dłużej. Dlatego zwykle bardziej opłaca się mieszkanie, które trzyma najemcę - z osobną sypialnią, z miejscem do parkowania, z windą przy wyższym piętrze - niż to, które wygląda najlepiej na zdjęciach.
Portale ogłoszeniowe pokazują ceny ofertowe, czyli to, czego ktoś oczekuje. W małym rynku różnica między ceną ofertową a transakcyjną bywa duża, a część mieszkań w ogóle nie trafia do szerokiego obiegu, bo sprzedają się wcześniej.
Dlatego przy zakupie poza własnym miastem sensowne jest oparcie się o kogoś, kto ten rynek obsługuje na co dzień - dla rynku włocławskiego oferty zbiera na przykład biuro nieruchomości z Włocławka. Chodzi mniej o samą listę mieszkań, a bardziej o rzeczy, których w liście nie ma: jak długo dany lokal stoi, czy cena była już schodzona i co się realnie dzieje w konkretnym budynku.
Kolejność, która oszczędza najwięcej: najpierw wskaż konkretną grupę najemców, potem sprawdź budynek i dokumenty, a dopiero na końcu policz. Odwrotna kolejność też się zdarza i zwykle kończy się arkuszem, który się zgadza, i mieszkaniem, które stoi puste.
